
5–7 minut Twoich odpowiedzi pozwala mi ułożyć zajęcia szyte na miarę: od ulubionych piosenek dziecka, w jego tempie, z uważnością na emocje. Dobre zajęcia zaczynają się od słuchania, najpierw słucham rodzica.
Cztery akordy potrafią otworzyć dziesiątki piosenek, budować pewność siebie i zdejmować napięcie. Dziś, żeby dobrze uczyć muzyki, trzeba też umieć pracować z emocjami, dlatego psychologia jest na moich zajęciach tak samo obecna jak instrument. Zaczynam od poznania Waszego dziecka i Was.
Z Twoich odpowiedzi układam plan skrojony na miarę Ciebie i Twojego dziecka, biorący pod uwagę uwarunkowania, otoczenie, osobiste gusta i preferencje. Repertuar od ulubionych piosenek (bez gam i wprawek), małe kroki i częste sukcesy. U mnie liczy się cały proces, a nie pojedyncza lekcja.
Po dobrym koncercie wracamy uśmiechnięci i naładowani, to samo dzieje się na zajęciach i przy domowym graniu, w słuchawkach czy przy stole. Niektóre piosenki same niosą dobrą energię i ukojenie: sięgam m.in. po repertuar Jacka Cygana, Krzysztofa Krawczyka czy Ryszarda Rynkowskiego.
Od lat pracuję ramię w ramię z psychologami, terapeutami i masażystami, na żywo i online, m.in. we Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku, Białymstoku, Olsztynie, Zielonej Górze i Łodzi. Na Twoje życzenie postępy i samopoczucie dziecka można obiektywnie zweryfikować u psychologa, polecam wyłącznie ludzi, których sam sprawdziłem.
Pracowałem tam, gdzie jest naprawdę ciężko, m.in. na oddziałach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży, w tym po próbach samobójczych i samookaleczeniach, oraz w klinikach onkologicznych i hospicjach. Wiem, jak ostrożnie trzeba wtedy stąpać.
Instrument i wspólne granie bywają najłagodniejszym pretekstem do kontaktu i rozmowy, czymś, przy czym dziecko może się odprężyć, wyrazić emocje i poczuć, że nie jest samo. Muzyka nie wymaga słów, a mimo to otwiera.
Mam 37 lat (rocznik 1988). Urodziłem się w Białymstoku, wychowałem w Tomaszowie Mazowieckim, a lata 2007–2024 spędziłem we Wrocławiu. Od 2024 roku, wraz z założeniem rodziny, moim domem i bazą znów jest Białystok. Też jestem rodzicem, tak jak Ty; mam syna.
Uczę gry i śpiewu od 2008 roku. Prowadziłem własną szkołę muzyczną „Muzyczna Garderoba", z koncertami uczniów i wywiadami w mediach. Dziesięć lat później, w 2018 roku, na zlecenie Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową" zacząłem prowadzić zajęcia w klinice „Przylądek Nadziei": śpiew, nauka gry i motywowanie dzieci przed przeszczepem szpiku, na oddziałach przeszczepowych, w najtrudniejszych warunkach, jakie można sobie wyobrazić. Potem rozwinąłem własną praktykę kliniczną w kolejnych szpitalach i hospicjach, we współpracy z dziesięcioma fundacjami i kilkunastoma firmami, które sponsorowały zajęcia, wydarzenia i bardzo kameralne koncerty w salach pacjentów.
Bardzo mi miło, kiedy odbieram telefon, a po drugiej stronie ktoś przedstawia się, że dzwoni z radia, z telewizji albo z poradni psychologicznej, i pyta, czy przyjadę porozmawiać lub poprowadzić zajęcia. To moment, w którym czuję się naprawdę doceniony, że profesjonaliści z innych branż widzą wartość w tym, co robię.
To doświadczenie poprowadziło mnie w stronę muzykoterapii, arteterapii, mediacji sądowych i studiów psychologicznych. Pracowałem tam, gdzie wielu specjalistów nie wchodzi i właśnie tę praktykę dostają moi uczniowie: dzieci, młodzież, dorośli i seniorzy. Wielu z nich doprowadziłem do pierwszych publicznych występów. Pracuję trochę jak bohaterowie filmów „Jak zostać królem" i „Zaklinacz koni": zwykle wystarczą mi trzy minuty, by udowodnić komuś, że ma świetny słuch, którego całe życie nie używał, bo ktoś mu kiedyś powiedział, że go nie ma.
Z prawdziwych „zaklinaczy" najbardziej inspirują mnie Buck Brannaman (film „Buck") oraz Riding High Ministries, traktuję ich trochę jak bohaterów tych filmów.
Przy instrumencie potrafię wyciszyć całą salę na koncercie relaksacyjnym, wzruszyć słuchaczy do łez, a po chwili rozkręcić ich w euforii. Umiem też uspokoić przestraszone, rozpłakane dziecko, także małego pacjenta z Broviakiem (to cewnik centralny zakładany dzieciom na czas leczenia, którym podaje się leki i chemioterapię). Świadomie dobieram wtedy ton, słowa i postawę, bo wiem, jak muzyka i spokojna obecność działają na emocje.
Na zajęciach inspiruję, obserwuję i wzmacniam. Aktywizuję też otoczenie dziecka, znajomych i rodzinę, proponuję różne aktywności, angażuję w wydarzenia i podsuwam to, co buduje człowieka. Pracuję we współpracy ze specjalistami i korzystam z superwizji.
Poza muzyką sporo w życiu przerobiłem, bo lubię brać sprawy w swoje ręce. Jestem magistrem inżynierem (Politechnika Wrocławska), mam patent żeglarza i ponad 1000 godzin za sterami (we trzy osoby przepłynęliśmy ośmiometrowym jachtem z Gdańska do Szwecji), a obok tego sport i wiele aktywności, których uczyłem się od podstaw. Piszę o tym nie po to, żeby się chwalić, tylko żeby było jasne: żyję pełnią życia i sam wytyczam swój kurs. Takie samo podejście wnoszę do pracy z muzyką.
Dokumentacja pracy, referencje i podziękowania, do wglądu na spotkaniu.





Moja praca to coś więcej niż przekazywanie chwytów, to proces, w którym równie ważne jak granie są relacja, pewność siebie i to, co dzieje się w głowie. Oto, co u mnie dostaje uczeń:
| Co u mnie dostaje uczeń | U mnie |
|---|---|
| Granie piosenek, które uczeń kocha | ✓ |
| Metody nauczania zrozumiałe dla 5- i 80-latka | ✓ |
| Praca mentalna: pewność siebie, koncentracja, motywacja | ✓ |
| Doświadczenie kliniczne, mediacyjne i psychologiczne | ✓ |
| Opanowanie emocji w trudnych momentach | ✓ |
| Aktywizowanie otoczenia: rodziny i znajomych, wydarzenia, inspiracje | ✓ |
| Filmy i informacja zwrotna między spotkaniami | ✓ |
| Widoczny postęp od pierwszych spotkań | ✓ |
W nauce gry najważniejsza jest relacja i to, kim jest osoba prowadząca, nie tylko to, jak pięknie sama gra. Świetnego wykonawcę cudownie się słucha, ale uczenie od podstaw, z uwagą na emocje i głowę, to osobne rzemiosło. Właśnie na tym się skupiam: żebyś czuł(a), że Twoje dziecko jest w dobrych, uważnych rękach.
Podobnie jak w dobrej terapii, gdzie skuteczność w dużej mierze, mówi się o ok. 40%, zależy od „chemii", czyli relacji z terapeutą, tak u mnie powodzenie w ogromnym stopniu zależy od tego, jaki kontakt mam przede wszystkim z rodzicami, a potem z dzieckiem.
Moim narzędziem pracy jest zaufanie.
Bez niego nic by się nie wydarzyło: żaden występ, żadne spotkanie, żadna sala szpitalna, żaden wywiad przed kamerą. Zaufanie dzieci, rodziców i instytucji otwierało mi każde drzwi i to ono jest fundamentem tego, co robię na zajęciach.
U mnie się nie ćwiczy. U mnie się gra.
Bez egzaminów, ocen, konkursów i wyścigów, piosenki mają dawać radość, satysfakcję i dobrą energię: robić komuś dzień albo wieczór.
A bakcyl połyka się sam. Można też robić przerwy, to nie zadanie do odhaczenia.
Bardzo nie lubię w muzyce słowa „ćwiczyć", najchętniej usunąłbym je ze słownika. Nikt nie ćwiczy chodzenia, czytania ani jazdy autem po latach; nikt nie ćwiczy jedzenia czy picia. Ja też nie ćwiczę grania, odkąd opuściłem mury szkoły muzycznej, ani razu. I zachęcam do tego samego: odkąd przestałem ćwiczyć, a zacząłem po prostu się uczyć i grać to, co lubię, nauczyłem się znacznie więcej. Nauka gry nie musi być siłownią ani konkursem.
Szybkie decyzje, dobry kontakt, elastyczność i porozumienie dają dziecku tempo, ciągłość procesu i poczucie, że jego sprawy są ważne. Umawiamy się i działamy.
Doradzę, co i gdzie kupić w Waszym budżecie i jak ustawić dom, żeby granie było na wyciągnięcie ręki. Szklanka wody na stole sprawia, że pijemy częściej; instrument gotowy do gry działa tak samo. Jesteśmy przykładem: dzieci robią to, co my, dorośli. Nie polecam instrumentów droższych niż 1500 zł, kiedyś kupowałem droższe, powyżej 4000 zł, i dziś uważam, że to nie ma sensu.
Po co czekać tydzień? Krótkie nagrania, z udziałem rodzica, podtrzymują kontakt, relację i chęci; odpowiadam wskazówką lub filmem. Muzyka zbliża, więc gramy razem także wtedy, gdy mnie nie ma, online, na dedykowanym numerze WhatsApp pod opieką rodzica.
Twoje sprawy traktuję dyskretnie i nie przekazuję ich osobom niepowołanym. Formularz wysyłam przez zewnętrznego dostawcę (FormSubmit); szczegóły w Polityce prywatności. Nie bez powodu prowadzę warsztaty psychoedukacyjne: wiedzy używam po to, by realnie pomagać i rozumieć czyjeś położenie. Ludzie powierzają mi swoje historie, dzięki temu umiem doradzić, pokierować i w razie potrzeby połączyć z właściwym specjalistą.
Od kilkunastu lat gram przy ogniskach na sprzęcie zasilanym bateryjnie i akumulatorowo, mam nagłośnienie i instrumenty niezależne od gniazdka, i do takich zakupów też zachęcam. Możemy zrobić zajęcia w plenerze czy na placu zabaw, domowy koncert lub karaoke na żywo dla kilku rodzin u Was w domu, muzyczny akcent na uroczystości rodzinnej albo wydarzenie przy grillu czy ognisku, które zachęci wszystkich do grania. Jeśli będzie ekran lub projektor, przygotuję też krótką prezentację.
Wszystkiego innego można się dowiedzieć. Tego, co robimy na zajęciach, trzeba doświadczyć i wypracować, a to ustawia na całe życie. Nie tylko dziecko: dorośli wynoszą z tej pracy pewność siebie, lepsze panowanie nad sobą, znajomość siebie i odwagę przekraczania granic, moi dorośli uczniowie przy okazji zajęć wprowadzali w życiu zmiany, o których wcześniej tylko myśleli. Z doświadczenia wiem też, że bez zaangażowania rodzica proces się rozmywa i efektów nie ma nikt, dlatego liczba miejsc jest ograniczona, a współpracę podejmuję tam, gdzie po obu stronach jest gotowość. Ta ankieta pomaga nam to razem sprawdzić.
Chcę to wybić z głowy każdemu rodzicowi. Spotkanie powinno trwać minimum półtorej godziny, z opcją wydłużenia o kolejną, dopiero wtedy da się człowieka czegoś nauczyć. Tak mówi moje doświadczenie.
Dziwi mnie, że sesja u psychologa trwa 50 minut i kosztuje 200 zł, skoro u dobrego specjalisty właściwe tematy zaczynają się przegadywać dopiero koło trzeciego, dwugodzinnego spotkania. Najważniejsze jest to, żeby na spotkaniu rozwiać wszystkie wątpliwości i żeby na koniec został jeszcze wolny czas, z poczuciem: „już wszystko wiadomo, wszystko przegadane, a do końca zostało jeszcze pół godziny". Dopiero wtedy problem jest naprawdę rozwiązany. Z nauką muzyki i przy okazji z rozwojem osobistym, jest tak samo.
Na start polecam prosty układ: trzy spotkania po 2,5 godziny w ciągu jednego tygodnia (ok. 900 zł). Nagrywamy pierwszą i ostatnią lekcję, żebyście zobaczyli różnicę na własne oczy. To wystarczy, żeby ruszyć z miejsca i poczuć, jak to działa.
Wspólne granie samo w sobie pracuje i motywuje.
Dla kogoś 2500 zł za kurs może brzmieć jak dużo. Ale policzmy, ile naprawdę kosztuje wykształcenie kogoś, kto siądzie do pianina, dostanie akordy do znanych piosenek i po prostu zagra:
| Tradycyjna droga (przykład) | Orientacyjny koszt |
|---|---|
| Szkoła muzyczna, 7 lat (ok. 120 zł/mies., ceny z 2007 r.) | ~10 000 zł |
| Prywatne lekcje (od przedszkola do III klasy) | kilka tysięcy zł |
| Warsztaty i kursy (po ok. 2000 zł każdy) | kilka × 2000 zł |
| Razem i lata nauki | grubo ponad 20 000 zł |
| Mój kurs „20 godzin do grania" | 2500 zł |
Chodzi o to, żeby umieć zagrać bez wstydu, dostać brawa i pociągnąć przy ognisku 100 utworów przez cztery godziny. Resztę, tempo, repertuar, plan, ustawiamy razem.
Jedna ważna rzecz o procesie. Zapisanie dziecka na zajęcia raz w tygodniu to dopiero początek, tak jak z nauką języka obcego. Oprócz tej godziny warto się tym trochę interesować: stwarzać sytuacje, w których muzyka jest obecna. Zabrać dziecko na koncert, do opery, na musical, obejrzeć razem film muzyczny, podsyłać nagrania, słuchać razem. Umuzykalnienie to wchodzenie w świat kultury i trochę styl życia, coś więcej niż dowiezienie na zajęcia i odebranie. Technologia jest świetna, ale uważność dziecka warto przekierować na rzeczy, które procentują w przyszłości. Najlepiej zarażać tym zainteresowaniem samemu, dzieci robią to, co robimy my.
Kiedy rozwiązuję konkretny problem, czyjeś przekonania i brak umiejętności, swoje albo kogoś bliskiego, ma to swoją wartość, bo biorę odpowiedzialność za efekt. Bo u mnie też chodzi o zdrowie: to niewidoczne, niefizyczne. Ludzie przychodzą do mnie z pewnym głodem, z jakimś deficytem, przychodzą smutniejsi, a wychodzą weselsi.
Do wyboru, od jednego spotkania po pełny proces. Co pasuje właśnie Wam, ustalamy po krótkiej ankiecie.
Na żywo lub online. 20 h pracy: 10 spotkań × 120 min co tydzień albo 6 spotkań × 3,5 h co trzy tygodnie.
3 spotkania po 150 min w ciągu jednego tygodnia, gdy zależy Ci na szybkim, mocnym starcie.
50 min w gabinecie Poradni ANIMA. Dobre na pierwszy kontakt albo konkretny temat.
Badanie z omówieniem wyników i konsultacją arteterapeutyczną, żeby wiedzieć, od czego zacząć.
180 min wspólnego grania i śpiewu w kameralnej grupie.
210 min, raz na trzy tygodnie. Dla dorosłych (kobiece, męskie, mieszane) albo dla młodzieży i dzieci. Płatność z góry za 3 spotkania; nieobecność można odrobić.
Dla tych, którzy już grają lub ukończyli kurs 20 h, luźne, otwarte spotkanie pełne możliwości (jak „stół szwedzki" w Montessori, podążam za uczestnikiem).
Po co kręgi dobrostanu? To bezpieczna, wspierająca przestrzeń, z elementami arteterapii, muzykoterapii, konsultacji psychologicznych oraz nauki śpiewu i gry. Wychodzisz z nich z większym spokojem, energią i poczuciem, że nie jesteś sam(a) z tym, co przeżywasz, uczysz się też dbać o siebie i o innych. Spotykamy się w godzinach 6:00–7:30, 18:00–21:00 oraz 21:00–23:15. Zasady są spisane, przeczytaj regulamin, żeby mieć go pod ręką.
Poradnia ANIMA, możesz też skontaktować się lub umówić bezpośrednio:
ul. Ciepła 40, II piętro, bud. C, Białystok · tel. 690 300 778 · poradnia@anima.org.pl
Pola oznaczone * są obowiązkowe, resztę uzupełnij, jeśli chcesz. Wszystko trafia wyłącznie do mnie.
Ankieta poniżej jest opcjonalna, im więcej napiszesz, tym lepiej dopasuję plan, ale wystarczą pola z gwiazdką *.
Przeczytam ją uważnie i odezwę się zwykle w ciągu 1–2 dni roboczych z propozycją pierwszego spotkania oraz indywidualną ofertą. Na podany e-mail wysłałem potwierdzenie, sprawdź też folder SPAM i dodaj mój adres do kontaktów.
Od teraz możemy też wymieniać się nagraniami i linkami, filmy instruktażowe ode mnie i postępy ucznia od Was, przez WhatsApp: +48 533 626 607. Pilna sprawa? Pisz lub dzwoń pod ten sam numer.
Tylko muzyka potrafi przejść ciarkami po całym ciele i poruszyć obszary mózgu, których nie ruszy nic innego, bywa, że odblokowuje płacz, na który ktoś czekał miesiącami. O tym jest ta książka: popularnonaukowa, motywacyjna i poradnikowa zarazem, pisana tak, by dawała energię do działania i była odtrutką na smutek i nihilizm.
Premiera w wersjach: papier · PDF · audiobook. Bezpłatny fragment? Zaznacz w ankiecie, sekcja 8.
Gdyby zebrać wszystkie zdania, którymi ludzie tłumaczą, dlaczego nie grają i nie śpiewają, powstałby potężny katalog: «nie mam słuchu», «nie mam talentu», «mam za małe palce», «za małe ręce», «nie mam poczucia rytmu», «słoń nadepnął mi na ucho», «śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej», «jestem za stary», «próbowałem, nie wyszło», «pani w szkole kazała mi stać z tyłu w chórze i udawać, że śpiewam», «śpiewaj ciszej», «lepiej nie śpiewaj, bo będą się śmiali». To zdania-więzienia. Wypowiadane przez całe życie, stają się prawdą, której nikt już nie sprawdza.
Chcę powiedzieć jasno, z całą odpowiedzialnością człowieka, który nauczył grać setki osób «bez talentu»: umiejętność grania i śpiewania to nie loteria genów. To wiedza i pamięć mięśniowa, coś, czego się nabywa krok po kroku, jak jazdy na rowerze czy pływania.
Naprawdę wystarczy około 20 godzin, żeby zostać dobrym amatorem, usatysfakcjonowanym, a często pod wrażeniem samego siebie. To pół godziny dziennie przez 40 dni. Warunek jest jeden: robić to mądrze, nie szybko, według planu, w którym postęp widać za każdym razem, bo to właśnie on podtrzymuje motywację. I jeszcze jedno: u mnie się nie ćwiczy. U mnie się gra.
Co znaczy «mądrze»? Można zrobić w życiu tysiąc pompek i wszystkie źle i nawet o tym nie wiedzieć. Doświadczenie bez dobrego planu utrwala błąd. Wielu uczniów przychodzi do mnie z przekonaniem, które brzmi jak prawda, a na zajęciach okazuje się zwykłą blokadą, przez którą ktoś latami nie szedł dalej.
A „prawdziwi wielcy"? To promil ludzkości: osoby, które uczyniły muzykę centrum życia, jedzą, śpią i grają, niczym więcej się nie zajmują. Tak można zostać „geniuszem" w każdej dziedzinie. Cała reszta z nas ma po prostu ludzkie, zaskakująco wysokie zdolności muzyczne, w zupełności wystarczające, żeby grać i śpiewać dla radości.
Nauczyłeś się obsługiwać telefon, pralkę i samochód? Instrument to też urządzenie z instrukcją, tyle że obrośnięte legendą o „talencie". W Polsce wciąż pokutuje myśl, że muzyka jest tylko dla dzieci, które „zaczęły wcześnie". To tak, jakby czytanie zarezerwować dla wybitnych, w średniowieczu zresztą dokładnie tak myślano.
Na YouTube znajdziesz ludzi, którzy grają nogami albo brodą, bo nie mają dłoni i występują na scenach świata. A my, z dwiema zdrowymi rękami, mówimy, że mamy «za małe palce». I jeszcze jedno: nie istnieją „akordy gitarowe" ani „akordy pianinowe", akordy są jedne. Śpiewnik gitarowy zagrasz więc także na pianinie i na każdym innym instrumencie.
© Michał Drezner, „Muzyka, która karmi", fragment. W wydaniu drukowanym i audiobooku: pełne rozdziały, historie i fotografie.
Postęp dzieje się między spotkaniami.
Preferuję kontakt e-mail, a spotkania online prowadzę przez Google Meet lub Zoom.
Na zajęciach nagrywamy materiały i zostajemy w stałym kontakcie filmowym, wysyłamy je sobie nawzajem. Cel jest jeden: usamodzielnić ucznia, żeby muzyka należała do niego, nie do lekcji, żeby nie kończyła się na spotkaniach, które się wypalają, bo pasja nie wychodzi poza nie.
Krótkie wideo z domowego grania, z udziałem rodzica, to stały element procesu. Odpowiadam wskazówką lub nagraniem, zanim utrwali się błąd. Sprawdza się dedykowany numer z WhatsApp, zawsze pod opieką rodzica.
Nagrania udostępniam tylko rodzinie ucznia, traktuję to dyskretnie (link i wiadomość ze strefy ucznia wysyłam przez zewnętrznego dostawcę formularzy; szczegóły w Polityce prywatności). Najlepiej działa wspólna grupa z rodzicem: przy okazji Ty też się umuzykalniasz i wiesz, na czym stoicie i masz wszystko pod kontrolą, to ważne. Będę też wdzięczny za rekomendację i zgodę na udostępnienie efektów; mogą to być choćby same ręce dziecka grające na pierwszych i ostatnich zajęciach.
Dostęp mają moi uczniowie, kod podaję na pierwszych zajęciach.
Nieprawidłowy kod, zapytaj Michała na zajęciach.
Napisz, co u Ciebie, wklej link do nagrania albo wyślij film przez WhatsApp.
Spotkania prowadzę sam lub w asyście psychologa, w grupach od 3 do 12 osób (dzieci, młodzieży lub dorosłych). Po tylu kursach, studiach i latach praktyki wiem przede wszystkim, czego ludziom nie mówić, a to bardzo dużo. To, co zostaje i co mogę powiedzieć, jest naprawdę wspierające. Ale tu nie chodzi tylko o mówienie: chodzi o to, żeby coś dla drugiego człowieka zrobić, działać i być przy nim obecnym. Rodzic inwestuje u mnie właśnie tę obecność i uwagę, która dla dziecka jest potrzebna poza domem, a o którą dziś bardzo trudno.
Nie zaskakują mnie też trudne emocje, także gdy ktoś mierzy się z gorszym nastrojem, u dziecka czy u dorosłego. Jeśli na zajęciach pojawią się łzy albo zniechęcenie, jestem na to przygotowany i wiem, jak się zachować. Byłem w takich sytuacjach wielokrotnie, to część mojej pracy i traktuję ją profesjonalnie.
Na wzór znanych od lat kręgów kobiet i kręgów mężczyzn, bezpieczna, wspierająca przestrzeń spotkania. Skoro dorośli po latach wciąż z nich korzystają, warto dać taki dobry nawyk także dzieciom i młodzieży.
Mam w tym doświadczenie i wiem, jak bardzo to wspiera. Krąg trwa 3,5 godziny, kosztuje 100 zł i bierze w nim udział do 12 uczestników. Spotykamy się w klubie Jubilat, ul. Głowackiego 14 w Białymstoku, we wtorki, środy i czwartki, raz na trzy tygodnie.
Jeśli jesteś zainteresowany, zadzwoń lub napisz: +48 533 626 607, kontakt@michaldrezner.com.
Najprościej BLIK-iem na numer telefonu: 533 626 607. W tytule przelewu podaj imię, nazwisko i rodzaj zajęć.
Numer konta do przelewu odeślę Ci e-mailem, gdy się odezwiesz.